Witam was serdecznie!
Zapraszam
na kolejny rozdział! To już 7! Jestem strasznie ciekawa waszych wrażeń.
Do
zobaczenia za tydzień!
Rozdział
7
Naprawdę nie pomyślał o tym, że
powinien razem ze swoim… mężem, pojechać
na obiad w jednym samochodzie. W ogóle wiele rzeczy związanych z tym, co już
się wydarzyło i co było przed nimi, było dla niego w kategorii całkowicie
abstrakcyjnej. Czuł się jak postać w surrealistycznym filmie, gdzie wszystko na
co patrzył, widział przez krzywe zwierciadło.
– Sam, Garet pojedzie z Cassandrą,
żeby jej pomóc przy wózku i twoich siostrach. Chyba, że wolisz wziąć je razem z
nami.
– Ja… – Głos mu zamierał w gardle,
wszystkie konsekwencje tego co zrobił uderzały w niego właśnie w tym momencie.
Musiał się skupić, dokładnie tak, powoli, małymi krokami, da sobie z tym
wszystkim radę. Tylko dlaczego tak bardzo ściskało go w klatce piersiowej?
– Oddychaj Sam. Oddychaj.
Powietrze opuściło jego płuca, a on musiał się
bardzo pilnować by ponownie nie przestać oddychać.
– Mogą jechać z Cassandrą. – Ufał
swojej przyjaciółce bardziej niż Gabrielowi. – Miejmy to już z głowy, proszę.
Nie chcę tego wszystkiego przeciągać.
– Mam nadzieję, że spędzisz ze mną
wieczór. – Na te kilka prostych słów wypowiedzianych przez Gabriela, zamarł z
niedowierzaniem i zapatrzył się na mężczyznę. – Nie patrz tak na mnie, jest Sylwester, uczcijmy we dwóch ten nadchodzący Nowy Rok. – Sam odetchnął w
myślach głęboko. Pomyślał o czymś zupełnie innym, zresztą - mężczyzna nie
określił dokładnych… warunków. Gdy o tym pomyślał, poczuł się jak dziwka na
sprzedaż. Przełknął głośno ślinę i spróbował nie cofnąć się przed mężczyzną.
– Dobrze, możemy tak zrobić. – To
co, że w ogóle nie miał na to ochoty, jeszcze nie wiedział na jakiej dokładnie
zasadzie będzie funkcjonowało ich małżeństwo. Nienawidził tej niewiedzy. Był
przygotowany na atak z każdej możliwej strony, nie chciał przyzwyczajać się do
tego mężczyzny.
– Jedźmy już, wszyscy będą na nas
czekać. Przekażmy jeszcze naszym przyjaciołom, że pojadą razem. – Samael nadal
czuł jak serce tłucze mu się w klatce piersiowej, dając o sobie gwałtownie
znać. Nie czuł się najlepiej, w sumie to mógłby ten stan określić jako bliski
omdlenia, a to mu się nie podobało.
***
Kolejne godziny mógłby określić jako
jeden wielki koszmar, abstrakcje, coś co było dla niego niezwykle irracjonalne.
Nie było to typowe wesele, z przyjaciółmi, rodziną i głośną zabawą. Stateczny
obiad, długie rozmowy i deser kłóciły się z jego rozumieniem wesela. Nie zamierzał
się jednak wypowiadać - rozumiał, że musieli stwarzać pozory. Nic innego się
nie liczyło. Nie wyobrażał sobie jednak teraz tego, że za chwilę powinien
wsiąść z mężczyzną do samochodu i pojechać do jego domu. Ile czasu zajmie jemu
i siostrom zaaklimatyzowanie się tam? Czy potem będą w stanie opuścić go, jak
gdyby nigdy nic? Będą przecież małe, nie będą rozumieć całej idei rozstania i
rozwodu.
– Dziękujemy za przybycie i
spędzenie tego czasu z nami. – Słowa te automatycznie wychodziły z jego ust,
gdy żegnał pojedyncze osoby. W końcu stanęła przed nim Cassandra.
– Przyznam szczerze, że nie wiem
czego wam życzyć. Dbaj o mojego przyjaciela i nie zrób mu krzywdy. Kochaj jego
siostry i opiekuj się nimi. – Te słowa skierowała do Gabriela, dopiero potem
spojrzała na Sama. – Spróbuj. – Tylko tyle miała mu do powiedzenia, na co on
kiwnął głową. – Może to nie jest odpowiedni czas, ale wózek macie spakowany do
samochodu. - W dłonie włożyła mu fotelik z Liz, a Gabrielowi podała drugi w
którym smacznie spała Mary. – Poczekam aż wyruszycie.
Sam spodziewał się, że w samochodzie
będą wieźli foteliki na kolanach, nie spodziewał się jednak, że Gabriel zadbał
o wszystko. Mógł bezpiecznie zapiąć siostry i usiąść z nimi z tyłu. Dziwnie się
czuł z myślą, że zostaje sam z mężczyzną.
***
Samael
oglądał miejsce, w którym będzie mieszkał przez najbliższe pięć lat. Nie chciał
się zastanawiać nad swoimi uczuciami związanymi z tą sytuacją. Cały czas starał
się nie patrzeć na Gabriela, jeżeli mieli gdzieś przejść, szedł za nim i
obserwował jedynie jego plecy.
–
To twój pokój, zaraz obok śpią twoje siostry.
Nie zamierzał być mu wdzięczny za wszystko, co
uczynił. Gabriel próbował przyszpilać go spojrzeniem, a on z całej siły się
temu nie dawał.
–
Czego oczekujesz? – Wiedział, że nie ma nic za darmo. Nie rozumiał motywów
człowieka stojącego przed nim.
–
Masz miesiąc by przyjść do mnie do łóżka.
Sam
przymknął oczy wiedział, że tak się to skończy. A chciał, by ten dzień był jak
najmniej konfliktowy. Nie udało mu się tego uniknąć.
–
Nienawidzę cię. – Powiedział do mężczyzny, posyłając mu ostre spojrzenie. Nie zamierzał
ukrywać swoich uczuć, pałał do niego czystą nienawiścią, tym bardziej, że ten
podpisał z nim umowę na kontrakt małżeński mający trwać pięć lat. Pięć lat
wyciętych z życiorysu. Przerażało go to, że jego siostry przywiążą się do tego
człowieka, a ta wiedza cały czas odbijała się w jego głowie rykoszetem. Miał
tylko nadzieję, że nic im nie zrobi. W tym momencie sam dokonałby chyba czynu
zakazanego przez prawo. – Co jeśli tego nie zrobię?
–
Twoje siostry nie znajdą tu domu. Będziesz musiał je oddać, ale nie odejdziesz
razem z nimi, nie będzie ci wolno. – Serce zabiło mu szybciej w piersi,
niemożliwe by ten pieprzony drań mógł coś takiego zrobić. To był już szczyt
wszystkiego.
Gabriel
patrzył, jak źrenice jego męża rozszerzają się ze strachu, a może złości? Nie
mógłby pozbyć się małych dzieci z domu, nie był tego typu człowiekiem, ale
Samael jeszcze o tym nie wiedział. Chciał go przetestować, sprawdzić jego
reakcję na te słowa. Dziewczynki nie były tu niczemu winne, by obarczać je winą
za winy ich ojca czy brata. Być może takie czcze groźby będą skuteczne by
utrzymać swojego partnera w ryzach? Z drugiej strony nie chciał by mężczyzna
stojący przed nim tak do końca się go obawiał i tego, co może mu zrobić.
Chciał tylko by Samael go nie unikał.
Dobrze
wiedział, że Sam będzie za wszelką cenę opiekował się siostrami i nie pozwoli
na taką sytuację by miało im się coś stać.
–
Nie możesz tego zrobić. Nie oddam ich. Prędzej zerwę z tobą kontrakt.
–
Kochanie, nie stać cię na to. Nie od parady były tam uwzględnione wszystkie
aspekty naszego układu. Łącznie z jego zerwaniem.
Samael zagryzł dolną wargę by nie zacząć
wrzeszczeć.
–
Będę na ciebie czekać za miesiąc od dzisiaj. Nie zapomnij o tym, bo wtedy ja
przyjdę do ciebie.
–
Nie waż się mówić do mnie kochanie. Nie jestem nim i nie zamierzam być. Co się
kryje za twoimi motywami, co ci to daje?
–
Satysfakcję. I nic więcej. – Nie zamierzał się tłumaczyć, jeszcze nie.
–
Nie wierzę ci. – Samael w tym momencie czuł się, jakby był w potrzasku. Te
ściany miały się stać jego więzieniem na najbliższe pięć, pieprzonych lat.
Cholera jasna. W co on się wpakował.
–
Nie musisz. – Gabriel przyciągnął go do siebie i chwycił lekko za włosy,
odciągając lekko jego głowę by móc spojrzeć mu w oczy.
Mimo
to Sam nie zamierzał się tak łatwo poddać, starał się wyrwać z objęć, a zarazem
jak najmniej cierpieć z powodu nadal przytrzymywanych włosów.
Nim
mężczyzna zdążył się wyrwać, pocałował gwałtownie jego rozchylone w gniewie
wargi, chcąc zagłuszyć protesty wydobywające się z jego gardła. Nie pozwolił
mężowi na odsunięcie się, jeszcze bardziej przechylając nie tylko jego głowę,
ale i całe ciało – tak, by pozycja mężczyzny była niepewna. Gdyby się wyrywał,
upadłby na podłogę. Gdy zaczęło brakować mu tchu, ostatni raz musnął zaciśnięte
wargi i uśmiechnął się do swojego partnera, stawiając go prosto.
Spodziewał
się uderzenia, dlatego też zdołał złapać najpierw jedną, a potem drugą rękę
chłopaka, popychając go na ścianę ponownie przywarł ustami, do tych czerwonych,
nabrzmiałych warg. Kolano wsunął między nogi męża - chcąc go w miarę możliwości
podrażnić.
Podejrzewał,
że seks z nim może być rewelacyjny, jeśli tylko Sam nadal będzie taki gwałtowny
i pełen pasji, jak nienawiść, która go spalała.
Jedną
ręką przytrzymał oba nadgarstki męża, mimo że wymagało to od niego dużej siły. Drugą
dłoń skierował na jego krocze i pomasował je lekko. Toteż spowodowało, że
mężczyzna przed nim zamarł, przestał walczyć. Otworzył tylko szerzej oczy w
niemym niedowierzaniu, gdy on sam nie przerywał dalej pocałunku, na biernym już
partnerze.
–
Tak jak ci obiecałem, masz miesiąc. – Wyszeptał do jego ucha i musnął je lekko
nosem. – Zapamiętaj to sobie, a będziemy robić coś więcej niż to, co teraz. –
Ostatni raz otarł się o wargi męża i puścił go. – Ale będziesz spać codziennie
ze mną, moje łóżko dzisiaj już na ciebie czeka. – Odsunął się i odwrócił się by
odejść, nie czekając na reakcję męża.
–
Jak ja cię nienawidzę, ty pieprzony skurwysynu!
Wrzasnął do niego Samael, na co on tylko się
uśmiechnął i udał się do swojej sypialni. Jeszcze tylko przez chwilę swojej.
***
Samael spoglądał na swoje siostry,
śpiące wygodnie w łóżeczkach. Nawet nie wiedziały o tym wszystkim co się
działo, spoglądał na ich spokojne twarzyczki, piąstki uniesione w górę lub
kciuki wetknięte w usta. Poprawił im przykrycie na pulchnych ciałkach. Oparł
się o łóżeczko Mary i zapatrzył w nią.
Co powinien zrobić? Jak się
zachować, gdy już wejdzie do ich wspólnej sypialni? Do tej pory starał się
unikać Gabriela jak tylko mógł. Przez te kilka ostatnich godzin prawie nie wyściubiał
nosa z pokoju sióstr. Układał ich ubranka, maskotki, potem przekładał po raz
kolejny i kolejny, próbując zając sobie czymś czas, ręce i głowę.
Jak powinien wyglądać ten wieczór? Rozumiał, że
jest Sylwester - że to pierwszy dzień, odkąd są małżeństwem, jednak… Gubił się
w tym wszystkim. Zbliżała się dwudziesta druga, a on, nie licząc czasu, który
spędził w łazience, by umyć obie siostry, nie widział się z Gabrielem, ani nie
rozmawiał z nim.
Ciche stukanie do drzwi go
otrzeźwiło, zanim zdążył się odwrócić, Gabriel wszedł do pokoju i stanął zaraz
obok niego.
– Już śpią. Chodź ze mną.
Samael spojrzał na Gabriela,
przymknął na chwilę oczy, ale kiwnął głową. Poczuł jak serce zaczyna walić mu w
piersi, krew szumiała w głowie, obijając się o tętnice i żyły. Uszy go piekły,
a dłonie się spociły. Gabriel chwycił jego dłoń w swoją, nie patrzyli jednak na
siebie, gdy wychodzili razem z pokoju. Gdyby ktoś ich teraz zobaczył,
stwierdziłby bez najmniejszego problemu, że atmosfera między nimi jest bardzo
napięta.
– Nie rozumiem. – Wyszeptał Samael.
– Czego? – Gabriel nie chciał puścić
jego ręki, nie zamierzał oddalać się od młodego mężczyzny.
– Dlaczego tego chciałeś? Dlaczego
zdecydowałeś się na ślub ze mną? Związek?
– Ponieważ wykorzystałem nadarzającą
się okazję. – Gabriel spojrzał na Sama, który zatrzymał się gwałtownie. – Nie
chcę szukać partnera - większą część dnia pracuję, nie mam czasu na to by
wychodzić z kimś, spotykać się na randkach, a gdyby się nie udało, zaczynać
wszystko od nowa.
– Nie brzmi to dobrze, wiesz o tym?
– Na tę chwilę nie miał siły się złościć, ostatni okres był zbyt nerwowy, zbyt
wyczerpujący, by miał nawet ochotę to robić. Był pod ręką. A ta prawda była jak
uderzenie w twarz.
– Wiem, tak jednak wygląda to w
rzeczywistości. Nie zamierzam cię oszukiwać.
– Cassandra będzie nas odwiedzać, by
opiekować się małymi. Dopóki nie będę mógł ich wysłać do żłobka.
– Dobrze, jeśli będzie trzeba to
zatrudnimy opiekunkę. – Gabriel spojrzał na Samaela. – Chodź do mnie. – Widział
jak chłopak usztywnia się w barkach. – Nie zrobię ci niczego złego, chcę cię po
prostu przytulić. – Nie puszczając wciąż jego dłoni, przysunął się do niego, i
objął go jedną ręką w pasie.
– Dlaczego to robisz? Co ci to daje?
Patrzył na swojego męża z bliska,
widział kilka piegów na jego nosie, chociaż podejrzewał, że w innej sytuacji
nie byłyby tak widoczne.
– Nic, chce cię po prostu przytulić,
nic więcej. Chodź. – Przytulił mocniej swojego męża, starając się zniwelować
jak najbardziej dystans między nimi. Czuł jednak, że psychicznie są jak
najdalej od siebie. – Wiem, że to będzie dla ciebie trudne, ale postaraj się
zaufać mi. – Mężczyzna w jego ramionach wyrwał się gwałtownie.
– Jak mam ci ufać, skoro grozisz mi,
że odeślesz moje siostry, jeśli tylko nie będę ci podporządkowany! W ten sposób
nigdy nie zbudujesz mojego zaufania! – Wściekłość wybuchnęła w nim. Czuł, że
się trzęsie, dłonie mu drżały, a głos stawał się coraz bardziej napięty i
nerwowy.
– Czy będzie inaczej jeśli obiecam
ci, że tego nie zrobię? – Starał się utrzymywać kontakt wzrokowy z mężczyzną. Nie
chciał przegapić jego reakcji na te słowa.
– Wtedy rozważę chociaż taką możliwość.
– Nie chciał zastanawiać się nad tym wszystkim. Potrzebował odpoczynku,
relaksu, chociaż chwili wytchnienia. Próbował jakoś pojąć to co się działo.
– Dobrze. Obiecuję. Nigdy nie odeślę
twoich sióstr. Chcę chociaż spróbować, Samaelu.
Na te słowa jego mąż wziął głęboki, było
słychać jego drżący oddech. Widać było strach wymalowany na jego twarzy, gdy
wypowiadał do niego te słowa.
– Czego chcesz spróbować? –
Mężczyzna odwrócił od niego głowę.
– Być z tobą.
Roześmiał się na to stwierdzenie. –
Żart ci się udał. Doprawdy. Nie rozumiesz, że to jest nie realne? Jak myślisz?
Jak to będzie wyglądać? Będziemy udawać szczęśliwą rodzinę, a po pięciu latach
co? Mam się do ciebie przywiązać, zaufać ci, moje siostry będą cię znały jako
mojego męża. Co potem? Co dalej?
– Nie wiem tego! Po prostu masz tu
być! – Gabriela też poniosły nerwy, sam przecież nie wiedział jak ma to
wszystko funkcjonować.
– Tak jest, jaśnie panie! – Wściekły
Samael ruszył korytarzem w drogę powrotną do pokoju swoich sióstr.
– Samaelu! – Nie odwrócił się na te
słowa, dopiero mocny uścisk na ramieniu, odwrócenie go do ściany, przyciśnięcie
do niej, a następnie mocny pocałunek otrzeźwił go na tyle, by zacząć odpychać
mężczyznę. – Jesteś moim mężem! Nie odwracaj się do mnie plecami, nawet gdy się
kłócimy!
– Tak to będzie wyglądało? Jesteśmy
kilka godzin po pieprzonym ślubie i już się kłócimy!
– To przestań w końcu na mnie
wrzeszczeć i posłuchaj mnie. – Gabriel starał się uspokoić burzę piętrzącą się
nad ich głowami. – Została trochę ponad godzina do nowego roku, spędźmy ją
razem, w spokoju. Nawet jeśli mielibyśmy nie rozmawiać. Dla nas obu jest to
trudne.
Sam oparł głowę o ścianę. Przymknął
oczy i starał się wyrównać oddech. – Dobrze.
Ten
dzień i tak był już jednym wielkim koszmarem, nie chciał dodawać sobie
problemów. Nie teraz.
Lubię motyw przymusowego ślubu więc opowiadanie mi się podoba. Dobrze mi się też czyta i nie mogę doczekać się następnego rozdziału. Mam nadzieję że zacznie się między nimi układać (nie mówię od razu o wielkiej miłości ale żeby nie kłócili się ciągle). Gabriela polubiłam po tym rozdziale bardziej niż Sama.. jest taki spokojny (?).. pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńMaruda.
Mogłabyś mi polecić jakieś opowiadania właśnie z motywem przymusowego ślubu? *_*
UsuńHmmm.. na przykład Luana ma takie opowiadania (Spontaniczna decyzja, Dług, Połączeni - osobiście moje ulubione z tym motywem).. nie wiem czy już tego nie czytałaś/eś ale i tak polecam. ;)
UsuńMaruda.
Ohh.. w sumie Ibara też pasuje (również Luany)
UsuńMaruda.
Luane czytam od samego początku, jak miała jeszcze bloga na onecie i dość często wracam do jej opowiadań *_*
UsuńNo więc jeśli chodzi akurat o opowiadania na blogach to tylko te kojarzę z tym motywem
UsuńMaruda.
http://stregabiancayaoi.blogspot.com/?zx=5aaa13a1aa9d901
UsuńNa tej stronie można przeczytać opowiadanie o przymusowym ślubie. Jest to lekka komedia, przy której można się wiele naśmiać :D
Mam nadzieję, że Ci się spodoba :)
Dużo weny :)
Pozdrawiam :)
Dzięki za link. Na pewno sprawdzę ;)
UsuńPozdrawiam
Maruda.
Witam was serdecznie! Cieszę się, że ten wątek tak się rozwinął :D Opowiadanie, które sobie polecacie również czytałam :) Bardzo sympatyczne :)
UsuńPozwolę sobie odpowiedzieć na wasze komentarze :)
Marudo! Bardzo się cieszę, że tekst ci się podoba. Masz rację - nie będzie od razu wielkiej miłości. Cieszę się również, że polubiłas Gabriela :)
Co do opowiadań na temat przymusowego małżeństwa - niestety już dawno nie czytałam blogów. Rzeczywiście teksty Luany zawierają ten wątek :) Oprócz tego, może nie dosłownie - wątek przymusowego ślubu dla dobra grupy - zawarty jest w tekście Kim Dare - Pack Discipline - tom 1. Dokładnego tytułu nie pamiętam. Czytałam to dawno temu :) Z tego co wiem, można ten tekst znaleźć gdzieś na gryzoniu ;)
Nie zbudujesz mojego zaufania-czyjeś zaufanie się zdobywa.
OdpowiedzUsuńSylwester i Nowy Rok z dużych liter. Sorry, że się czepiam, ale wiem, że piszesz od dawna i masz na koncie kilka opowiadań, a to chyba jednak zobowiązuje, żeby zachowywać poprawną pisownię, która nie kole czytelnika w oczy.
M.
Hej! Dziękuję za zwrócenie uwagi. Co do zaufania i jego zbudowania - postanowiłam zastosować tę formę, ponieważ zaufanie służy też budowaniu dobrych relacji. I czasem na to zaufanie trzeba sobie porządnie zapracować. Stąd też ta forma :)
UsuńPozdrawiam :)
Tworzą mieszankę wybuchową, żaden nie podda się.
OdpowiedzUsuńW sumie to nie spodziewałam się po Gabrielu, że da mu czas, aby przyszedł do jego łóżka, ale może ten czas zbliży ich do siebie i ten akt nie będzie dla Sama męczarnią.
Dużo weny :)
Pozdrawiam :)
Masz rację! To mieszanka wybuchowa! I nadal mnie męczą :( I dalej o nich piszę i piszę... :P
UsuńRównież pozdrawiam :)
Kocham to opowiadanie z każdym rozdziałem coraz bardziej, tym bardziej, że to małżeństwo z przymusu, które kocham>>>>>
OdpowiedzUsuńZ niecierpliwością czekam na nowy rozdział *_*
Pozdrawiam i życzę mnóstwa weny>>>>
Agnes V.
Dziękuję pięknie :) Twoje słowa niezwykle mnie cieszą :)
UsuńDziękuję!
Pozdrawiam :)
Hej,
OdpowiedzUsuńistna mieszanka wybuchowa, Gabriel jest dość spokojny, ale to właśnie on jest na uprzywilejowanej pozycji, nie spodziewałam się, że da czas Samowi, ale jednak go dał i to miesiąc, a jak już to tydzień się spodziewałam, mam nadzieję, że jednak dojdą do porozumienia...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia
Cześć,
OdpowiedzUsuńZ zapałem przystąpiłam do historii ze względu na mój sentyment do niej. Jak się składa - byłam kiedyś Twą wierną fanką, niecierpliwie czekającą na następne rozdziały czy nowe książki.
Jednak... jestem nie tyle rozczarowana, co wręcz oburzona i zniesmaczona. Zacznijmy od początku! Gabriel proponując Samaelowi ślub, nie ma choćby krzty logicznej motywacji do tego działania. Jest stratny masę pieniędzy i zamiast wybrać ratalne oddawanie długu, zaproponowane przez jednego z protagonistów, decyduje się umorzyć dług, co naturalnie sensu nie ma. W końcu to mu kasy nie odda, a jeszcze przysporzy dodatkowych kłopotów.
Jako jeden z argumentów - i chyba jedyny względnie logiczny, choć wciąż polemizowałabym, jaki przyszedł ci do głowy - podajesz jego przeładowanie pracą oraz brak chęci, aby szukać swojej drugiej połówki. Tylko na co mu ten partner? Na nic... Nie ma to po prostu sensu! Mógłby najzwyczajniej w świecie żyć samotnie, skoro nie ciągnie go do poszukiwań 'miłości życia'. Kolejne umotywowanie to fascynacja. Wyszedł Ci z tego stek bzdur. Mianowicie, gdyby Gabriel zgodził się na raty zaproponowane przez Samaela, nie dość, że odzyskałby pieniądze to jeszcze mógłby liczyć na przychylność Sama, a nawet jego sympatię.
Kolejna sprawa - to, co robi Gabriel to nic innego jak napastowanie seksualne oraz szantaż emocjonalny i jestem pewna, że podlega to pod kilka paragrafów! I co, dał mu miesiąc do oswojenia się z myślą, że go zgwałci?! Obrzydliwe.
Nie mam ochoty kończyć tej historii, bo po prostu została ona zniszczona wielopoziomowo przez autorkę, tak, właśnie przez Ciebie, autorko!
Żegnam i liczę miłego dnia,
Anonim